Kilkaset osób wyszło w niedzielę, 7 września, na ulice Elbląga (woj. warmińsko-mazurskie), by wziąć udział w marszu pamięci 20-letniego Oliwiera Bartosika. Chłopak zmarł po interwencji policji w połowie sierpnia. To miał być cichy protest, ale jego wymowa była potężna: dziesiątki zapalonych zniczy i łamiący się głos matki brzmiały głośniej niż krzyki. – To było moje jedyne dziecko. Zabrali mi go w jednej chwili – mówiła zrozpaczona kobieta.