— Kontrasty są ogromne. Ja żyję, w porównaniu z polskimi warunkami, w dość zwyczajnej dzielnicy, ale na tutejsze jest ona komfortowa. Mam w zasięgu piętnastu minut pieszo szpital, szkołę, sklepy, jogę czy siłownię. Większość mieszkańców nie ma takiej mobilności czy wyboru, bo żyje w ubóstwie. Rodzą się w określonych dzielnicach czy miasteczkach i tam zostają, często w bardzo trudnych warunkach. W niektórych miejscach życie jest wręcz traumatyzujące — bardzo brutalna przemoc czy strzelaniny są codziennością — mówi Magda Osiejewcz, która w RPA żyje od kilkunastu lat.