Było ciemno, pusto i cicho aż do chwili, gdy na tory wjechał tramwaj. Z ciemności wyłoniła się zamaskowana grupa. Wyglądali jak banda z westernu: kaptury na głowach, twarze zakryte chustami, ręce uzbrojone nie w colty, ale w spray i pięści. Na szynach we Wrocławiu stanął kontener na śmieci i inne graty. Motorniczy nie miał wyjścia. Musiał się zatrzymać. I wtedy się zaczęło...