Andrea Costanzo, jeszcze przez kilka dni trzymał się nadziei. Przełom nastąpił w piątek rano, gdy dotarła do niego informacja, że ostatnie niezidentyfikowane ofiary po pożarze Crans-Montana to mężczyźni. Wtedy zrozumiał, co to oznacza: jego córki nie ma wśród ocalałych. — Dostałem telefon, którego żaden ojciec nie powinien odebrać. Metodą eliminacji wiemy już, że Chiara jest na innej liście… na liście ofiar — powiedział.