Chwila wystarczyła, by w samolocie lecącym z Sharm el-Sheikh do Katowic doszło do dramatycznego zdarzenia. — Około 10-letnie dziecko jadło posiłek i w pewnym momencie zadławiło się jedzeniem. Przestało oddychać, zrobiło się sine. Stewardesy natychmiast próbowały pomóc, klepiąc dziecko po plecach, jednak bez skutku — mówi w rozmowie z "Faktem" pan Marcin, który leciał z rodziną z wakacji. Ostatecznie to dzięki jego zimnej krwi, dziecko udało się uratować. — Opowiadam to po to, by ludzie wiedzieli, co w takiej sytuacji robić — tłumaczy.