18-letnia Anastazja przyjechała do Polski w odwiedziny do znajomych. Nasz kraj szybko ją zauroczył. Dziewczyna chciała zostać tu na dłużej, legalnie pracować i zacząć samodzielne życie. Jednak zamiast normalnego zatrudnienia, wpadła w sidła narkotykowych ukraińskich przestępców. W jednym z domów na warszawskim Ursynowie była więziona, kontrolowana i zastraszana przez ludzi prowadzących narkotykowe "call center". Dziś 18-latka leży w ciężkim stanie w szpitalu, bo radiowóz, którym jechała wraz z koleżanką i trójką policjantów, rozbił się na ulicach stolicy. Reporter "Faktu" o całej sprawie rozmawiał z mamą dziewczyny i adwokatem Tymoteuszem Paprockim, który zajmuje się sprawą poszkodowanej nastolatki.