Robię to dla Justyny, Janusza, Kuby. Nikt ich nie wysłuchał, mnie też nikt nie słuchał. Przerwałam milczenie. Jeśli uda mi się ocalić chociaż jedną osobę i wyrwać ją z domowego piekła, to moje działanie ma sens — mówi była żona Jacka Jaworka, potrójnego zabójcy z Borowców. Ma 52 lata. Swoje piekło ma już za sobą, ale wciąż nie może pogodzić się z tym, że odeszli wspaniali i bliscy jej ludzie. W lipcu 2024 r. po samobójczej śmierci byłego męża powiadomiła prokuraturę, że tragedii w Borowcach można było zapobiec, gdyby służby zareagowały we właściwym czasie. Reporterka "Faktu" dotarła do wcześniej niepublikowanych materiałów i informacji dokumentujących bezradność ofiar mordercy.