Whitewashing Heathcliffa, nieodpowiedni wiek Margot Robbie, krytyka za zbyt frywolne podejście do pierwowzoru literackiego, seksualizacja i wreszcie niedawne słowa dwójki głównych aktorów, według których ich bliska współpraca na planie miała zaowocować uzależnieniem się od siebie. Wszystko to brzmi jak mokry sen każdego PR-owca, bo wokół "Wichrowych wzgórz" Emerald Fennell zrobiło się takie zamieszanie, że film nie wymagał dodatkowej reklamy. Tyle że - jak to często bywa w podobnych sytuacjach - z dużej chmury mały deszcz.