Listy od czytelników nr 26/2025
Darwinizm edukacyjny
Trochę niepoważne są oczekiwania wprowadzenia w Polsce czy choćby zainspirowania polskiego modelu edukacji modelem fińskim. Model fiński funkcjonuje bardzo dobrze, dlatego że jest modelem dla Finów. A Finowie tak mniej więcej się mają do Polaków jak modlitewnik do powieści sensacyjnej. Edukacja nie jest czymś odrębnym, całkowicie niezależnym od systemu społecznego i klimatu kulturowego. Wręcz przeciwnie.
System fiński opiera się na równości w edukacji – każde dziecko ma zapewnione takie same warunki do nauki, niezależnie od miejsca zamieszkania czy socjoekonomicznego statusu rodziców. Nie da się zastosować tego rodzaju zasady w kraju tak całkowicie antyegalitarnym.
W systemie fińskim stawia się na dostępność i jakość edukacji w szkołach, niezależnie od ich lokalizacji, czego nie da się dopasować do Polski, gdzie rozpowszechnione jest przekonanie, że liczą się uprzywilejowane metropolie, a gardzi się „prowincją”, „wiochą”, „Polską B” itp.
Fińska szkoła promuje umiejętności współpracy, a nie rywalizacji. Polacy to egoiści, ceniący umiejętności rozpychania się łokciami i uwielbiający wywyższać się nad bliźnich. Słowo „współpraca” większość z ich musiałaby sobie wyguglować, bo nie wiedzą, co to znaczy.
W Finlandii nauczyciel to fach ceniony, prestiżowy. Wcale nie, jak się niektórym wydaje, z racji wysokich zarobków. Po prostu rozpowszechniona jest świadomość, że są to ludzie w ogromnym stopniu kształtujący przyszłe pokolenia, a tym samym losy kraju. W Polsce poważa się ludzi z kasą, odpowiednimi znajomościami, cwanych i zaradnych, a nie jakichś nauczycieli, o których dość powszechnie się sądzi, że zostali nimi dlatego, że nie nadawali się do lepszej roboty albo nie znali kogo trzeba, by się umościć na poważnej posadzie.
Zatem coś podobnego do modelu fińskiego, owszem, miałoby szansę zaistnieć w Polsce, ale pod warunkiem, że Polacy zamieniliby się z Finami na kraje.
Ewa Golos
Po co nam czołgi?
Lektura artykułu o inwestycjach w uzbrojenie polskiej armii skłoniła mnie do zasygnalizowania kilku kwestii dotyczących naszej Marynarki Wojennej.
Po pierwsze, w wyniku reformy struktury dowodzenia z roku 2014, likwidującej Dowództwo Marynarki Wojennej i stanowisko jej dowódcy, w praktyce nie wiadomo, kto dowodzi Marynarką Wojenną. Czy jest to inspektor Marynarki Wojennej czy też dowódca Centrum Operacji Morskich? Naczelna zasada jednoosobowego dowodzenia w wojsku przestała obowiązywać.
Po drugie, niezrozumiałe są wydatki na wyprowadzenie Marynarki Wojennej ze stanu całkowitego zaniedbania i porzucenia. W 2001 r., po zakupie za ok. 60 mln zł zagranicznej licencji, rozpoczęto w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni realizację programu „Gawron” – budowę siedmiu korwet wielozadaniowych według niemieckiej koncepcji MEKO A-100. Pominę zawiłości tej budowy od początkowego entuzjazmu do pomysłów MON sprzedaży niedokończonego kadłuba lub dalszej realizacji budowy w sposób bezkosztowy (?). W grudniu 2019 r. przekazano pierwszą, prototypową jednostkę Marynarce Wojennej – ORP „Ślązak”. Ze względu na brak planowanego uzbrojenia rakietowego jednostka została zaklasyfikowana jako korweta patrolowa.
Dalszą realizację projektu „Gawron” porzucono, za to z entuzjazmem przystąpiono do realizacji programu „Miecznik”, to jest budowy trzech okrętów obrony wybrzeża w postaci wielozadaniowych fregat rakietowych. Do realizacji tego projektu w PGZ Stoczni Wojennej, dawnej Stoczni Marynarki Wojennej, zbudowano – jak wieść niesie – największą w stoczniach europejskich halę kadłubową i halę produkcyjną o wartości ponad 300 mln zł. W nich realizowana jest budowa „mieczników”, wspólnie z brytyjską firmą Babcock International, na bazie kupionego od niej projektu fregaty Arrowhead 140, z planowanymi terminami wejścia fregat do służby w latach 2028, 2033 i 2034. Koszt projektu – ok. 15 mld zł.
Zamiast dozbroić „Ślązaka” i zbudować dalszych sześć korwet wielozadaniowych tego typu, zupełnie wystarczających do obrony polskiego wybrzeża Bałtyku, lekką ręką porzucono doświadczenia z budowy jednostki prototypowej, budowanej w istniejącej od lat hali kadłubowo-produkcyjnej oraz doświadczenia z pięciu już lat eksploatacji prototypu. Platforma MEKO pozwala na wszelkiego rodzaju modyfikacje montowanych na niej środków walki. ORP „Ślązak” opuścił halę produkcyjną w 2015 r., umożliwiając budowę kolejnej jednostki. Wniosek – 10 lat już stracono.
Teraz, ogarnięci manią wielkości, będziemy budować trzy fregaty, jednostki do walki – jak się planuje –nawet na Morzu Północnym.
Różnorodność sprzętu i uzbrojenia jest w naszej Marynarce Wojennej przeogromna. Na jej stanie są pojedyncze typy okrętów o różnym uzbrojeniu, różnych środkach walki i różnych, a nawet jeszcze poradzieckich układach napędowych.
Trzeci problem to niekończący się od lat program „Orka”, czyli zakup okrętów podwodnych dla polskiej Marynarki Wojennej. Od trzech lat o śmieszność ociera się dywizjon okrętów podwodnych, mający w swoim składzie jeden okręt podwodny, prawie 40-letni poradziecki ORP „Orzeł”. Żal dywizjonu mającego bogatą i długą, bo aż przedwojenną tradycję, a stojącego obecnie na granicy likwidacji.
We wrześniu 1939 r. najsilniejsze polskie okręty, niszczyciele ORP „Błyskawica”, „Burza” i „Grom”, nie broniły polskiego wybrzeża, a teraz wybrzeża mamy więcej.
Teodor Makowski
Gorycz po wyborach
Mam 92 lata, ale mimo upływu czasu mój umysł sprawuje się jeszcze dobrze. I nic nie zakłóca mojej pamięci i świadomości. Może dlatego właśnie wyniki wyborów prezydenckich tak bardzo mnie przygnębiły. Bo wszystko mnie jeszcze obchodzi. Bo tak wielu moich rodaków przy decyzji wyborczej zignorowało tak ważne cechy charakteru człowieka ubiegającego się o najwyższy urząd państwa, jakimi są prawda i uczciwość, poszanowanie innych i zdolność rozumienia inaczej myślących, no i niewątpliwie – wiedza, doświadczenie i kompetencja.
Śledziłam w telewizji przebieg wszystkich debat wyborczych i wielu spotkań kandydatów z wyborcami. Odniosłam wrażenie, że wielu z nich bez wiary w wygraną chciało tylko wypromować siebie i wejść do polityki nawet bez wiedzy na temat powinności głowy państwa. Sądzę, że nie jestem w tej opinii odosobniona. Ale miałam nadzieję, zbliżoną do pewności, że większość narodu będzie umiała wybrać. Stało się niestety inaczej.
Już samo nazwanie Karola Nawrockiego kandydatem obywatelskim było oszustwem. Był on przecież wymysłem Jarosława Kaczyńskiego, któremu podporządkowane jest PiS. I wszyscy o tym wiedzieli. Nigdy jeszcze nie wypowiadałam się z taką dokuczliwą goryczą po wyborach, a brałam udział we wszystkich. Nawet wystawienie do wyborów Andrzeja Dudy (na którego oczywiście nigdy nie głosowałam) nie było tak dotkliwe.
W istniejącej sytuacji wkrada się lęk. Nie o moje odchodzące pokolenie, ale o przyszłość moich wnuków i prawnuków. Ubolewam, że tak wielu wyborców nie przyswoiło sobie słów wypowiedzianych przed laty przez Władysława Bartoszewskiego, że przede wszystkim trzeba być przyzwoitym. Nie wpłynęły też na decyzję wielu wyborców ostrzeżenia Mariana Turskiego i uczestniczek powstania warszawskiego przed faszyzmem.
Nie należę do weteranów ostatniej wojny, ale doznałam boleśnie mroku hitlerowskiej okupacji, lęku przed bombami. A co najbardziej tragiczne, w wieku 11 lat utraciłam rodziców, zamordowanych przez hitlerowców. Urodzona w Warszawie, po sześciu latach nieobecności w 1945 r. wróciłam do zrujnowanego miasta. Cieszyłam się wolnością. Zawsze, od wczesnej młodości, oprócz domu i rodziny, zajmowały mnie sprawy społeczne i stan mojego kraju. I tak starałam się wychować młodszych.
Próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego prezydent elekt nazywa swój pisowski obóz patriotycznym, a wyborców Rafała Trzaskowskiego, do których należę ja i moi bliscy – nie. Pewnie dlatego, że dla nas patriotyzm to nie nacjonalizm. Bo od nacjonalizmu do faszyzmu jeden krok. Czy wszyscy o tym wiedzą?
J.M., czytelniczka z Warszawy
PS Jestem z Wami od 15 lat i będę, dopóki będę mogła czytać.
Świat stanął na głowie
Czytałam ostatnio o procesie „Piątki z Hajnówki”, tj. o dzielnych ludziach, którzy ratowali rodzinę uchodźców z siedmiorgiem dzieci, a teraz odpowiadają za to przed sądem. Dzieci nie były młodymi mężczyznami, którzy przyszli gwałcić polskie kobiety, ponieważ najstarsza córka ma w tej chwili 20 lat. Jak zmienił się nasz system wartości i jak działa nasza sprawiedliwość, skoro osoby zachowujące się zgodnie z ogólnie przyjętymi europejskimi, a przede wszystkim chrześcijańskimi normami są karane, za to człowiek wykorzystujący słabość niepełnosprawnego, lichwiarz, bijący się w ustawkach, może sutener, z kawalerki ląduje w Pałacu Prezydenckim? Czy to naprawdę jest bohater, wzorzec dla naszych dzieci? Jestem seniorką i osobą niepełnosprawną i obawiam się takich opiekunów. Społeczeństwo cywilizowane powinno chronić słabszych, a nie wspierać brutalną przemoc. Czytałam, że w którymś kraju skandynawskim pani minister musiała się podać do dymisji, bo kupiła chustkę za służbowe pieniądze.
Jest mi ogromnie przykro, że premiuje się przestępstwa, a osoby wykazujące się prawdziwym człowieczeństwem stają przed sądem w charakterze oskarżonych. Nie rozumiem tej połowy społeczeństwa, która obdarza zaufaniem człowieka z tyloma zarzutami. Dobro powinno się wynagradzać, a zło karać.
Teresa Dederko
Codziennie Polityczne Kłamstwa
Jedni i drudzy (PO i PiS) w swojej arogancji nie zwracają uwagi na zwykłych ludzi. Mają eleganckie limuzyny, więc nie rozumieją problemu, a wykluczenie komunikacyjne to problem nie tylko mieszkańców wsi. Zamiast dążyć do stworzenia siatki połączeń, tak by z każdej wsi był co godzinę bus do gminy, z każdej gminy do powiatu i z każdego powiatu autobus lub pociąg co godzinę do województwa, a te województwa połączone między sobą i Warszawą, to oni ubzdurali sobie megalomański CPK. CPK jest potrzebny, ale w drugiej kolejności.
Józef Brzozowski
Seniorzy usychają z pragnienia
Bez przerwy słyszymy, że należy odpowiednio nawadniać organizm. Dotyczy to zwłaszcza seniorów, którzy z reguły za mało piją. Kiedy jednak senior kupi sobie np. wodę Żywiec Zdrój Minerals+ z magnezem i cynkiem, nie da rady odkręcić zakrętki, nawet za pomocą jakiegoś narzędzia. Jeśli nie pomoże silny wnuczek albo sąsiad, senior może uschnąć z pragnienia. Problem dotyczy oczywiście nie tylko tej wody, ale też wielu innych napojów. Może czasem, zamiast wydawać pieniądze na coraz bardziej efektowne etykiety, warto pomyśleć nad uczynieniem swojego produktu przyjaznym dla seniorów?
Katarzyna Leśniewska
Jak się odnaleźć w portalu ZUS?
ZUS zachęca, aby do kontaktów z tą instytucją wykorzystywać portal eZUS. Słusznie, ale konia z rzędem temu, kto bez problemu odnajdzie tam poszukiwane informacje. Co więcej, emeryt, który zgodnie z zachętami państwa nadal pracuje, by podwyższyć swoją emeryturę, będzie miał duży problem ze złożeniem wniosku o jej przeliczenie. Na portalu takiego wniosku nie znajdzie. Dopiero dzwoniąc na infolinię, dowie się, że musi wypełnić tzw. wniosek ogólny POG. Nie wyśle go jednak od razu. Podczas kolejnej rozmowy na infolinii zostanie poinstruowany, że musi zapisać wniosek w dokumentach roboczych, ponownie go otworzyć i dopiero wtedy będzie mógł go wysłać. Niby prosta sprawa, a straci się wiele czasu, bo dodzwonić się na infolinię ZUS nie jest łatwo.
Agata Czermańska
Post Listy od czytelników nr 26/2025 pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.