Upadła
Finansowe problemy rodziców Alicja odkrywała stopniowo, po śladach – jak detektywka
– Kiedy jesteś dzieckiem, wyobrażasz sobie, że rodzice dobrze znają życie. Po prostu ufasz – rozpoczyna swoją opowieść dwudziestoparoletnia Alicja z Radomia.
Ona też ufała. Dlatego nie oponowała za bardzo, gdy niedługo po osiągnięciu pełnoletności stała się oficjalną właścicielką rodzinnego biznesu – warzywniaka w centrum Radomia. Świetnie zlokalizowanego, bo znajdującego się w trójkącie, którego wierzchołki wyznaczały trzy ważne punkty: uniwersytet, szpital, komenda policji.
– To oni podjęli tę decyzję, a ja jak cielak podpisałam dokumenty.
Raz na jakiś czas rodzice wozili ją po bankach i urzędach, by parafowała kolejne papiery. W domu mówiło się tylko o korzyściach z tej „sukcesji”: że już zacznie jakąś historię zawodową, że to już jakiś wpis do CV, że gdy zechce wyprowadzić się z domu, będzie miała udokumentowane dochody, a więc i zdolność kredytową. No i przede wszystkim jako początkująca przedsiębiorczyni miałaby korzystać z preferencyjnych warunków, niższych składek ZUS. W firmowym i domowym budżecie co miesiąc zostałoby kilkaset złotych. Jeżeli rodzina ma na tym zyskać, dlaczego nie? – myślała Alicja. Nie szukała na siłę problemów, tym bardziej że tournée po instytucjach i załatwianie formalności rodzice rekompensowali prezentami – ubraniami, gadżetami, kosmetykami. Nie musiała sama stawać za ladą. Miała się skupić na nauce, myślała poważnie o medycynie. Nawet czuła satysfakcję – niby tylko na papierze, ale była właścicielką firmy. I to jeszcze przed dwudziestką!
Zauważała, że rodzicom zaczęło powodzić się lepiej. Zmienili mieszkanie na większe, dostawała więcej kieszonkowego, w szafie pojawiały się droższe ubrania, buty. Wyglądało na to, że ich praca wreszcie zaczyna przynosić efekty.
Na początku sprzedawali owoce i produkty typu slow food – miody od