Wystarczyło zawrócić na czyimś podjeździe albo zatrzymać się na minutę, żeby wysadzić pasażera na prywatnym terenie, na przykład pod domem. Po kilku tygodniach przychodził list z kancelarii prawnej - do zapłaty nawet 800 euro. Austria właśnie położyła kres temu procederowi, który w tym kraju zupełnie zgodnie z przepisami działał od lat.