Z pozoru to tylko szept nad obrazem rzeki i dżungli. W praktyce - jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów w historii kina, który musiał zostać uratowany w ostatniej chwili, bo Martin Sheen nie mógł dograć wszystkich narracji. Wtedy do studia wszedł jego brat i zrobił coś, co w Hollywood zdarza się rzadko, ale działa zaskakująco dobrze.