Zaproszenie do stworzonej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju jest dla Polski jak gorący kartofel. Źle je przyjąć, ale niedobrze również odrzucić. Do tego dochodzą polityczne interesy tak obozu prezydenckiego, jak i rządu. Co więcej, wśród rządzących konsensusu w tej sprawie próżno szukać. Pytanie, czy wybrzmi to podczas zaplanowanej na 11 lutego Rady Bezpieczeństwa Narodowego.