Jason Statham od 30 lat gra w pozornie tych samych filmach. Historia stara jak świat: on sam naprzeciwko bezosobowej armii - wynik jest łatwy do przewidzenia. Zamiast czerstwych dowcipów Arnolda Schwarzeneggera lub łzawych monologów Sylvestra Stallone'a Brytyjczyk najlepiej wyraża swe uczucia pięściami. Obije, kogo trzeba, a następnie pójdzie ku zachodzącemu słońcu, bo nie dla niego zwykłe, spokojne życie - on potrafi kroczyć tylko ścieżką przemocy. W "Samotniku" Statham pokazuje po raz pierwszy od dawna nieco więcej emocji. I może dzięki temu ten w sumie sztampowy akcyjniak ogląda się z zaciekawieniem.