To jest zjawisko, do którego trzeba się przyzwyczajać coraz mocniej. Bodo/Glimt, klub z małego norweskiego miasta położonego za kołem podbiegunowym, właśnie dwukrotnie pokonał Inter Mediolan i awansował do 1/8 finału Ligi Mistrzów. W tej edycji najsilniejszych klubowych rozgrywek na świecie ma na rozkładzie także Manchester City, czy Atletico Madryt. Jak to możliwe, że na piłkarskiej prowincji stworzono taką potęgę i czy da się to odwzorować w polskich warunkach?