Mieszkańcy dziesięciopiętrowego bloku przy ul. Narutowicza w Olsztynie rozkładają bezradnie ręce. Dzień w dzień, przed godziną 14.00 niebo nad ich wieżowcem dosłownie ciemnieje. Na drzewach przy bloku rozsiadają się ptaki. Sceneria przypomina horror Hitchcocka. Ludzie mówią: jakby miały zegarki w brzuchach. Jakby wyczuwały, że za chwilę w drzwiach pojawi się ich karmicielka.