- Na miejscu zaczyna brakować leków, mleka dla dzieci. Ceny w hotelach gwałtownie rosną, ludzie śpią na lotnisku, ale nie mają żadnej gwarancji, że gdziekolwiek uda im się polecieć - słyszymy od Polaków, którzy utknęli na Malediwach. PLL LOT wysyła tam samoloty, ale zabierają one wyłącznie klientów biur podróży. - Sytuacja robi się bardzo poważna, nie mamy tu żadnej pomocy. Mój mąż zachorował, odesłano go do szamana - mówi w rozmowie z Interią Martyna Ruśkiewicz.