- Siedząc w samochodzie obok naszej siedziby można było słuchać, o czym tutaj się rozmawia. Nawet szept był słyszalny - opowiadał w rozmowie z "Faktem" Cezary Kulesza. Prezes PZPN przypomniał o ogromnej, choć nieco zapomnianej aferze, która wyszła na jaw zaraz po objęciu przez niego stanowiska. W jego gabinecie znaleziono podsłuch. Finał tej sprawy wydaje się wręcz kuriozalny.