Unia Leszno zwykle sprzedawała swoich juniorów na pniu. Chętni wyrywali ich sobie z rąk. Teraz trener młodzieży Adrian Gomólski dzwoni po klubach i szuka kupców aż na pięciu zawodników, ale nikt nie chce ich brać. Nawet za grosze. A wszystko z powodu jednego przepisu, który z jednej strony da Unii fortunę, a z drugiej sprawi, że kilka talentów może pójść na zmarnowanie.