SUBOTNIK ZZA ŚCIANY || Jechałem w tym tygodniu do Krakowa – co znaczy: dojść i przejść zatłoczony Dworzec Centralny, potem równie zatłoczony Kraków Główny, krakowskie ulice, po spotkaniu znowu ulice, galeria handlowa i oba dworce; lekko licząc, w zasięgu wzroku miałem podczas tej podróży kilka tysięcy ludzi. Wszystkim przyglądałem się starannie pod jednym kątem: ilu ma przyklejone do ubrań Owsiakowe serduszka. Naliczyłem takich troje. Dwoje dzieciaków i starszą panią w typie aktorki Szczepkowskiej.