- Jak ktoś, kto publicznie wspiera organizację pomagającą wspierać ofiary ataków seksualnych, może prywatnie żerować na ludziach, którzy są bezsilni? - pytała w Marszu Kobiet w Los Angeles aktorka Scarlett Johansson. Nie wymieniła z nazwiska Jamesa Franco, jednak jej przedstawiciel potwierdził później w "Los Angeles Times", że chodziło o tego aktora. Tymczasem gwiazda Hollywood sama stała się obiektem ataku krytyków, zarzucających jej hipokryzję.