Z racji tego, że jestem na Zewie chyba czwarty raz albo może piąty, nie pamiętam, co oznacza, że pisałam już cztery albo pięć relacji z pierwszego dnia i wykorzystałam już wszystkie dostępne w mojej głowie żarty o graniu koncertu o 7 rano, nie wiem już, co napisać teraz. Może, że organizatorzy obiecali, że za rok będzie o 6.