Sześć godzin czekał 800 m pod ziemią, ciężko poparzony po zapaleniu metanu w kopalni Knurów-Szczygłowice. Mirosław Romańczuk był ostatnim żywym górnikiem wydobytym na powierzchnię. Nikt nie dawał mu żadnej szansy. — Każdy mówi, że cud się stał — przyznaje. Po dwóch miesiącach śpiączki, amputacji i rehabilitacji próbuje odzyskać sprawność i odnaleźć sens w "drugim życiu".